Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatch. Pokaż wszystkie posty

Metaliczne lakiery z BangGood

Hej :) Powracam z kolejną recenzją, ale tym razem z nowego (przynajmniej dla mnie) sklepu internetowego - BangGood. Tak jak w przypadku innych podobnych, jest to sklep wielobranżowy. Możecie tam kupić zarówno ubrania i kosmetyki, jak i przedmioty związane z motoryzacją lub gadżety elektroniczne. Jakiś czas temu dostałam od nich zaproszenie do współpracy i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym takie zaproszenie odrzuciła. Już w drugim mailu dowiedziałam się, jakie produkty zostaną mi wysłane - naklejki i lakiery do paznokci. I właśnie o lakierach chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Generalnie całkiem mi się spodobały, bo są metaliczne, a rzadko mam do czynienia z tym wykończeniem. Mogłam wybrać dwa kolory z sześciu. Postawiłam na ciemną zieleń (która okazała się raczej ciemnym turkusem) oraz niebieski.


Właściwości obydwu lakierów są takie same, więc opiszę je ogólnie. Zacznę od tego, że przychodzą ładnie zapakowane, w czarny kartonik którego nie pokazałam na zdjęciach. Do każdego lakieru dołączona jest bezbarwna baza. Postanowiłam ją wypróbować, bo uznałam że może mieć wpływ na efekt. Nie miała żadnego wpływu i co gorsza ten ciemniejszy lakier (który testowałam jako pierwszy) strasznie zafarbował mi paznokcie. Dlatego lepiej trzymać się swojej zaufanej bazy :) Buteleczki nie największe bo 6ml, ale jak dla mnie to wystarczająco. Nakładanie - ok, dwie warstwy, trzeba to tylko zrobić sprawnie żeby nie rozmazywać i nie robić dziur. To wykończenie niestety uwydatnia wszystkie nierówności płytki, co widzicie na zdjęciach. Zmywanie - ciemny mnie zafarbował tak jak pisałam, jaśniejszy mam ciągle na paznokciach więc się nie wypowiem, mam nadzieję że będzie lepiej. Ogólnie podoba mi się efekt, jest idealny na obecne mrozy ;) No i dla mnie nietypowy, bo tak jak pisałam, rzadko używam takich lakierów. Teraz parę danych technicznych. 6 kolorów do wyboru: oprócz moich jest jeszcze np. srebrny i czerwony. Cena: 25zł. Numer produktu: 1106593. Lakiery znajdziecie tutaj: https://goo.gl/pcbvti


Jak Wam się podobają te lakiery? Lubicie takie mroźne kolory? ;)
Buziaki!

Color Club "Twiggie" i cyrkonie

Cześć kochani. Nie będę ukrywać, że zwyczajnie nie mam motywacji do pisania. Oczywiście cały czas kocham lakiery i malowanie paznokci, ale robię to zdecydowanie rzadziej ze względu na brak czasu. Nawet na insta ostatnio nie chce mi się nic dodawać. To pewnie przez tę pogodę - ciężko mi złapać dobre światło do zrobienia satysfakcjonujących zdjęć. No ale nie ma co narzekać. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze czasem zagląda :)
Dzisiaj kilka słów o produkcie, który szczerze mówiąc zamówiłam w zupełnie innym celu niż cel paznokciowy :D Mam w samochodzie kierownicę z cyrkoniami i niestety dwie mi odpadły, więc potrzebowałam jakiegoś zamiennika. Te z Born Pretty wydały mi się idealne :D Ale żeby nie było, przetestowałam je też na paznokciach. Karuzelę z 9 kolorami cyrkonii znajdziecie TUTAJ, lub wyszukując po kodzie produktu: #33826. Kosztuje $3.45, więc całkiem tanio. Cyrkonie mają średnicę 5mm i są naprawdę piękne, dobrej jakości i bardzo błyszczące. Ich podstawową wadą (pod względem paznokciowym) jest szpiczasty spód, przez który możemy je umieścić na paznokciu właściwie tylko w taki sposób jak ja. Przykleiłam je po prostu na top coat, przez co za chwilę odpadły, czego właściwie się spodziewałam bo są dosyć duże. Ale do mojej kierownicy albo innych DIY będą świetne ;) Bazą pod cyrkonie był u mnie lakier Color Club "Twiggie", na który czaiłam się długi czas, aż w końcu trafił do mojej kolekcji. Taki typowo wiosenny kolor, świeża zieleń, przyjemnie się nim maluje jak każdym Color Clubem. Bardzo lubię tę markę, a Wy?


Tyle na dzisiaj :) W następnym poście będzie trochę stempli, złota i mata z BPS :D
Buziaki!

10% zniżki na zakupy z moim kodem LAFX31 :)

Bow Nail Polish - "Wind of change" (termiczny)

Hej! Jak żyjecie? Nie zapominajcie o dobrym nawodnieniu w te straszne upały. Osobiście nie przepadam za słońcem, o ile nie mam pod ręką basenu, morza albo chociaż jakiejś fontanny. No ale jakoś trzeba sobie radzić. Niedawno w mojej kolekcji zagościł cudowny lakier termiczny Bow "Wind of change". Cieszę się, że zrobiłam mu zdjęcia gdy pogoda była jeszcze neutralna, bo w taki upał pewnie nie byłabym w stanie zrobić mu "zimnych" zdjęć. I tak nie było to łatwe bo zmiana koloru następuje bardzo bardzo szybko. Ten lakier termiczny jest wyjątkowy w porównaniu do innych lakierów tego typu, bo ma nie dwa, a trzy kolory! <3 Niebieski gdy jest ciepło, później jasny fiolet, i najzimniejszy ciemny fiolet, a do tego wszystkiego holograficzny pyłek. Coś pięknego. Tak jak powiedziałam kolory zmieniają się bardzo szybko. Na moich paznokciach gościł najczęściej ten pośredni kolor, ale oczywiście zdarzyło się też, że zaobserwowałam wszystkie trzy naraz. "Wind of change" kryje po 2-3 warstwach i trzyma się bardzo długo. Tak długo go nosiłam, że miałam odrosty jak przy hybrydzie :D Na prawdę jest świetny i całkowicie wart swojej dosyć wysokiej ceny. Zapraszam Was teraz do obejrzenia zdjęć z mojej zabawy z dwoma kubeczkami z zimną i ciepłą wodą :D


Oczywiście na moich paznokciach nie mogło zabraknąć jakiegoś dodatku, więc na kciuku nosiłam ozdobę ze sklepu LadyQueen. Do wyboru jest wiele wzorów, ja postawiłam akurat na taki z trzema kwiatkami. Za jedną sztukę trzeba zapłacić $1.94. Nie jestem pewna co o tym sądzić, to chyba ani nie za wysoka, ani za niska cena. Chyba pierwszy raz w życiu ozdoba trzymała mi się tak długo, a przykleiłam ją tylko na top coat. Jest wygięta, więc całkiem nieźle przylega do paznokcia, ale oczywiście i tak sporo wystaje. Ten i inne wzory ozdób znajdziecie w dziale Nail Art, dokładnie pod TYM linkiem.


Na koniec przypominam jeszcze o moim kodzie rabatowym CALC15.


Co sądzicie o tym lakierze? Ja jestem nim zachwycona, mam jeszcze jego zielonego brata, więc na pewno wkrótce również wyląduje na moich paznokciach :3

Do napisania! :*

PS. Na pewno zauważyliście, że z wyglądem mojego bloga dzieją się dziwne rzeczy. Planuję w najbliższym czasie zmienić nieco szablon, ale czekam na przypływ weny, więc w tym czasie blog będzie wyglądał tak surowo jak wygląda teraz :D 

Me Now Generation II long lasting lip gloss 02, 21, 37

Hej hej. Dosyć dawno nie pisałam, ale miałam ważny powód - przyjechała do mnie moja 1.5 roczna siostrzenica, więc zdecydowanie jest co robić w domu :) W poprzednim poście obiecałam Wam odstępstwo od lakierów i dotrzymuję słowa. Długo się wahałam, ale ponieważ w mojej szufladzie zrobiło się pełno od szminek i wręcz uwielbiam je kolekcjonować, postanowiłam w końcu podzielić się z Wami pierwszą trójką mojej kolekcji. Mowa o matowych błyszczykach (cóż za oksymoron), które kupiłam w sklepie Born Pretty Store. Cena jest wspaniała, bo czasem możemy kupić je nawet za dolara. Jakość nie zaskakuje, ale bądźmy szczerzy - czego można się spodziewać po kosmetykach za taką cenę? Mimo to chcę wypróbować kolejne kolory, bo jestem całkiem zadowolona.


Na wstępie muszę powiedzieć, że nie czuję się specjalistką w tym temacie, dlatego przepraszam, jeśli ktoś obeznany poczuje niesmak na widok tej recenzji :D Zdaję sobie sprawę z tego, że usta nie są pomalowane perfekcyjnie ale robię to tak jak umiem. Zdjęć tego typu też nigdy nie robiłam i muszę przyznać, że wciąż, gdy na nie patrzę wydają mi się po prostu komiczne :D Ale co tam, raz się żyje. Powyżej zobaczycie wszystkie trzy kolory "na mnie". Wybaczcie różnice w kolorach zdjęć, ale robiłam je telefonem który trochę wariował przy zachodzie słońca. Mimo to uważam, że same usta wyglądają prawie tak jak w rzeczywistości, a przynajmniej numery 02 i 21.

Przejdźmy do danych ogólnych. Pokazywane przeze mnie odcienie znajdziecie na stronie Born Pretty Store, dokładnie pod linkami: TYM, TYM i TYM. Ceny wahają się od 1 do 4 dolarów, ale najczęściej jest to $1.99 albo $2.99. Tak jak wspominałam wcześniej, często są jakieś promocje ;) Opakowanie jest wygodne i estetyczne, jest na nim informacja o dacie ważności - na moich egzemplarzach jest to 2019 rok. Konsystencja bardzo kremowa i przyjemna, aplikator taki jak w typowym błyszczyku. Problem pojawia się przy aplikacji. Co prawda błyszczyki te mają świetną pigmentację, ale ich nakładanie wymaga wprawy, dlatego ja miewam z nimi problemy. Najlepiej jest nałożyć jak najcieńszą warstwę, wtedy produkt szybciej wysycha i matowieje. Podkreśla każde załamanie ust, dlatego powinny być dobrze nawilżone. Jego główną wadą jest to, że po pewnym czasie na ustach czujemy "skorupę" (zwłaszcza gdy grubo go nałożymy), która po prostu kruszy się i odpada. Ale poza tym te błyszczyki są nie do ruszenia. Robiłam testy wytrzymałości, żeby porównać je z innymi produktami, m.in. bardzo trwałymi tintami i pomadkami Golden Rose Velvet Matte. Pocierałam pomalowaną dłoń wodą, palcem, tarłam - Velvet Matte dało się bez problemu rozmazać, tinty straciły trochę kolor i po pewnym czasie stawały się mało widoczne. Co stało się z błyszczykami Me Now? Zdrapywałam je paznokciem. Bez skutku :D Musiałam się bardzo mocno podrapać, żeby w ogóle zaczęły schodzić (przepraszam, skóro mojej dłoni </3). Jeśli nie będziecie jeść i zbyt często oblizywać ust - możecie liczyć na podobny efekt na swoich ustach. Swoją drogą robienie zdjęć trzech kolorów jeden po drugim też wymagało ode mnie trochę trudu, żeby pozbyć się produktu z ust. Teraz kilka słów o każdym kolorze.


Zacznijmy od numeru 02. Z niego jestem najbardziej zadowolona, bo bardzo brakowało mi takiego brudnego różu, który bez problemu mogłabym nosić na codzień. Moim zdaniem pasuje do mojej bladej cery i podejrzewam, że będzie wyglądał dobrze u każdego. Bardzo uniwersalny odcień, ale jednocześnie nie jest smutny i mdły.


Numer 21 na pierwszy rzut oka w opakowaniu jest bardzo podobny do poprzednika, ale na ustach pokazuje swoje ciepłe różowe tony. Nie do końca mi podpasował, na pewno lepiej wyglądałaby w nim jasna blondynka.


Ten odcień to prawdziwe szaleństwo. Ciężko mi było oddać jego neonowość na zdjęciu, ale wierzcie mi - jest baaardzo neonowy. Na pewno nie nadaje się do codziennego noszenia. Pasuje mi raczej na jakąś szaloną imprezę ze światłem ultrafioletowym, w towarzystwie świecących bransoletek :D Jest też zdecydowanie bardziej problematyczny niż pozostałe kolory. Gorzej mu idzie matowienie. Ma słabszą pigmentację, więc trzeba nałożyć więcej warstw. Więcej warstw = skorupa. A to oznacza, że po prostu się kruszy. Polecam ścisnąć usta, wtedy wargi się ze sobą sklejają i przy rozklejaniu błyszczyk odchodzi wielkimi płatami. Super zabawa :D Ten kolor kupiłam w sumie z ciekawości, nie spodziewałam się, że będę go normalnie używać i nie myliłam się.

Macie w swojej kolekcji jakiś odcień z tej serii? Na pewno nie zadowoloną one poważnych szminkowiczek, ale za taką cenę warto spróbować chociażby z ciekawości :) Kolekcja zawiera aż 38 kolorów, więc na pewno każdy będzie usatysfakcjonowany.

Przypominam Wam o moim kodzie rabatowym do Born Pretty: LAFX31, dzięki któremu otrzymacie 10% zniżki na zakupy. Dostawa jest zawsze darmowa! :)



China Glaze "At Vase Value" i naklejki wodne

W tym poście wyjątkowo nie będę narzekać na brak weny, na zapracowanie i zmęczenie :D Nawet z paznokci jestem całkiem zadowolona, a to ostatnio nie zdarzało się często. Uważam, że to zasługa pięknej chinki At Vase Value, która przez długi czas była numerem jeden na mojej chinkowej wishliście i oczywiście za sprawą tej samej osoby co zwykle, czyli mojego przyjaciela, trafiła do mojej kolekcji. At Vase Value to błękit wpadający w miętę. Bardzo świeży kolor, idealny na lato, pasuje do każdej karnacji i pięknie wygląda na każdych dłoniach. Niestety, pojawiło się trochę problemów z aplikacją. Nie wiem, czy to wina upału czy lakieru, ale malowanie nim było dosyć męczące, bo jest kredowy i robiły mi się dziury na środku paznokcia przy drugim przeciągnięciu pędzelka. Trzeba od razu robić grubsze warstwy i unikać zbyt wielu pociągnięć. Na szczęście top Kwik Kote pokrył nierówności więc nie muszę się już nimi martwić. Poza ciężką aplikacją lakier nie ma żadnych wad, zmywanie na pewno będzie bezproblemowe.


Aby nieco urozmaicić moje paznokcie, dodałam naklejki wodne, które dostałam do przetestowania od sklepu LadyQueen . I one mnie nie zawiodły. Były bardzo proste w obsłudze, powiedziałabym nawet, że lepiej mi się ich używało niż innych naklejek tego typu, a może po prostu miałam dobry dzień ;) Tak jak widzicie, wzory które wybrałam są nowoczesne i geometryczne, bardzo przypadły mi do gustu. Jedyną wadą jest to, że jest ich mało więc starczą tylko na pojedyncze paznokcie i są bardzo małe - tylko na małym palcu udało mi się zmieścić cały wzór, na pozostałych musiałam kombinować. W każdym razie, jeśli macie krótsze paznokcie, nie powinnyście mieć z nimi problemu :) Naklejki znajdziecie TUTAJ, jest sporo opcji do wyboru i właściwie wszystkie mi się podobają. Obecnie na LadyQueen trwa letnia wyprzedaż, dzięki której kupicie te naklejki za $1.20.


Przypominam też o moim kodzie rabatowym, z którym dostaniecie 15% zniżki na zakupy w tym sklepie :) Podczas zamawiania wystarczy wpisać CALC15

http://www.ladyqueen.com/1-sheet-water-transfer-nail-art-sticker-decal-black-white-french-tip-floral-na0425.html
 

Jak Wam się podobają te naklejki? :)
Do usłyszenia!

Lovely - Summer Sand 4 (nowa seria)

Wreszcie naszedł ten długo oczekiwany przeze mnie moment - znalazłam czas, siłę i motywację, by napisać nowy post. Ciężko z tym u mnie w ostatnich tygodniach, bo jestem właśnie na początku sesji. Za mną 3 egzaminy, przede mną 5. W międzyczasie próbuję jeszcze zdać teorię z prawa jazdy żeby móc zacząć kurs, ale coś mi nie idzie :D Na razie mogę się jedynie pochwalić piąteczką z pracy na temat "Między blogerem a dziennikarzem" z etyki zawodowej :3 Koniec gadania o nauce, mam nadzieję, że jeszcze ktokolwiek czyta tego bloga bo po tych długich nieobecnościach zaczynam w to wątpić. Sama już nie mam pojęcia co się dzieje w blogosferze, nie mam nawet weny do malowania paznokci - jednym słowem kryzys. Nie jestem już taka dumna z siebie i swoich paznokci jak bywałam w przeszłości. Obecnie moje pokłady weny zostały pochłonięte przez Kolorowy Trening Antystresowy :D Mam nadzieję, że paznokciowa wena wróci jak dostanę paczkę z BPS, na którą czekam 2 miesiące. Chyba potrzebuję wakacji.

Ostatnio zauważyłam, że na moich paznokciach zrobiło się bardzo niebiesko. Nie wiem o co z tym chodzi, bo nie lubię niebieskiego i fioletowego, a ciągle mnie ciągnie w stronę tych kolorów :D Kupno tego lakieru jest świetnym tego przykładem. Lovely Summer Sand to nowa seria piaskowych lakierów od Lovely. Nie powalają na kolana, ale że była akurat promocja w Rossmannie, a ja musiałam kupić zapas odżywek, to złapałam tego błękitnego osobnika z numerkiem 4. Całkiem przyjemny dla oka, na każdym zdjęciu wygląda inaczej. Najgorzej było chyba na instagramie, bo wyszedł bardzo nasycony, a w rzeczywistości jest zwykłym błękitem. Nic więcej na temat tego koloru nie da się powiedzieć. Jak przyjrzycie się buteleczce zobaczycie ciemnoniebieskie drobinki - to one skusiły mnie do kupna, ale w fakturze piasku zdecydowanie giną. Lakier jest nieco gęsty i aplikacja nie jest jakaś super wygodna, ale dwie warstwy wystarczą, by uzyskać pełne krycie. Jeśli lubicie takie kolory to zapraszam do Rossmanna. Mimo że widziałam ładniejsze błękity muszę przyznać, że przyjemnie mi się go nosiło :)


Z tego co kojarzę w tej serii jest jeszcze biały (coś dla fanek białego piaskowego Adosa :)), morski i różowy (?). Półki w Rossmannie świeciły ostatnio pustkami więc nie pamiętam dokładnie :D Jak Wam się podoba ten kolor? Chyba ujdzie, no nie?

Sensique Nail Art 199 "Confetti"


Hej hej :) Jak tam plany na majówkę? Ja wreszcie znalazłam chwilę czasu, by pokazać Wam przepiękny lakier Sensique ze stosunkowo nowej serii Nail Art. Nosiłam go już całkiem dawno temu, bo w marcu, ale jego kolej przyszła dopiero teraz. "Confetti" to holograficzny micro brokat o niebiesko-fioletowym kolorze, zatopiony w bezbarwnej bazie. Za 7ml produktu zapłacicie ok. 6zł w drogeriach Natura. Według mnie ten lakier idealnie wygląda na czarnej bazie, uzyskujemy wtedy efekt pięknego, rozgwieżdżonego nieba. Zobaczcie, jak się błyszczy :) Aby osiągnąć taki efekt użyłam dwóch warstw czarnego Wibo 34 a na to dwóch Sensique oraz topu Sally Hansen Insta Dri. Zakochałam się w tym lakierze, jest taki, jaki lubię, czyli błyszczący :D W sztucznym świetle wygląda nieziemsko, ale w dziennym też daje radę. Zmywanie to masakra, radzę od razu użyć folii aluminiowej, żeby sobie nie psuć nerwów ;)


I co o nim myślicie? :) Ja muszę jeszcze spróbować innych wersji kolorystycznych bazy, bo ten na pierwszy rzut oka niepozorny lakier ma bardzo duży potencjał :)

Wibo Granite Summer (nowe kolory)

Witam Was serdecznie. Pamiętacie jesienną serię lakierów Wibo Granite Sand? Polska blogosfera zauważyła wtedy duże podobieństwo tych lakierów do serii Cupcake firmy Kiko. Teraz pojawiła się letnia edycja Granite Sand, która jeszcze bardziej zbliżyła się kolorystycznie do pięknych piasków z Kiko. W letniej kolekcji do wyboru mamy 5 kolorów: pomarańczowy, różowy, kremowy, zielony i niebieski. Każdy z nich ma różnokolorowe drobinki, które dodają uroku i lekkości. W moje ręce wpadły 3 numerki: 3, 4 i 5. W pomarańczu i różu nie do końca podobał mi się kolor drobinek (efekt bułki tartej tak jak w przypadku mojego lakieru z sezonu jesiennego KLIK :D), ale błękit, zieleń i białokremowy są przepiękne!


Parę danych technicznych: obecnie lakiery z serii Granite Summer są przecenione i kosztują 5.99zł zamiast ponad 7zł, więc lećcie do Rossmanna! W kwestii aplikacji same plusy: wygodny pędzelek, nie za gęsta konsystencja i krycie po dwóch warstwach. Piaskowa faktura jest idealna, na prawdę nie mam do czego się przyczepić. Jestem zachwycona i już z czystym sumieniem mogę skreślić Kiko Cupcake z wishlisty :) 
Przyjrzyjmy się bliżej kolorom, które wybrałam. Na początek nr 3, czyli odcień, który w buteleczce wygląda na bardzo rozbieloną pistację, jednak na paznokciach to po prostu kolor kremowy z żółtymi, pomarańczowymi i zielonymi drobinkami. Chyba najbardziej intrygujący z całej kolekcji.


Następny jest nr 4 - trawiasta zieleń z niebieskimi drobinkami. W rzeczywistości bardziej nasycony niż na zdjęciach. Niestety, dzisiaj pogoda zdecydowanie utrudniała mi robienie zdjęć.


Na koniec został mój faworyt - nr 5 :) Śliczny błękit z niebieskimi i pomarańczowymi drobinkami, pięknie wygląda na dłoniach i na pewno podbije wiele serc.


Koniec :) Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii o tej serii. Według mnie jest strzałem w dziesiątkę!